W naszej parafialnej wspólnocie codziennie spotykamy się używając tradycyjnych katolickich pozdrowień. Wielu z nas od dzieciństwa nauczonych było, że wchodząc do domu, na obejście czy do kościoła, mówimy „Szczęść Boże” lub „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Skąd pochodzi ta tradycja i dlaczego jest ważna dla naszej wiary?
Nasza chrześcijańska tożsamość
Polska ma ponad 1050 lat tradycji chrześcijańskiej od chrztu Mieszka I w 966 roku. To ponad 40 pokoleń Polaków, które kształtowały swój kraj w oparciu o wiarę katolicką. Nasze tradycyjne pozdrowienia to żywe świadectwo tej tradycji.
W XIX wieku, gdy Polska znikła z map Europy, to wiara i Kościół przechowały polską tożsamość i język. W czasach komunizmu tradycyjne pozdrowienia były świadectwem wiary. Dzisiaj w Polsce jest ponad 32,9 miliona katolików w ponad 10 340 parafiach.
Historia i znaczenie tradycyjnych pozdrowień
Pozdrowienie „Szczęść Boże” oznacza dosłownie: „Niech Bóg ci szczęści”, czyli wyraża życzenie Bożego błogosławieństwa w codziennym życiu. To nie tylko grzeczność, ale modlitwa za drugiego człowieka.
Zwrot „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” jest wyznaniem wiary i oddaniem chwały Zbawicielowi. To pozdrowienie było rozpowszechniane przez zakonników już na przełomie XIV i XV wieku.
„Niech z polskich ust nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże!», «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!». W nich zawarta jest nasza chrześcijańska godność.” – Święty Jan Paweł II, Muchowiec 1983
Jak nasze pozdrowienia chroniły wiarę
W XIX wieku, w czasach zaborów, tradycyjne katolickie pozdrowienia były znakiem rozpoznawczym Polaków. Mówiąc „Szczęść Boże” w języku polskim, dawaliśmy świadectwo wiary i polskości, mimo że zabroniono nam i jednego, i drugiego. To były słowa, które zjednoczały naród w niewoli.
W czasach komunizmu „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” było aktem odwagi. Władze komunistyczne próbowały wykorzeniać religię, a każde religijne pozdrowienie było małym aktem oporu. Dzieci, które mówiły „Szczęść Boże” w szkole, narażały się na szykany ze strony nauczycieli. Ale dzięki temu tradycja przetrwała.
Pewien Pan, opowiadał, jak jego dziadek w czasie komunizmu został zwolniony z pracy, bo uporczywie witał się „Szczęść Boże”. Partyjni towarzysze uznali to za „wstecznictwo”. Ale dziadek nie ustąpił. Dla niego ta tradycja była ważniejsza niż posada.
Jak w latach 80. młodzież na pielgrzymce do Częstochowy witała się „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. To było ich hasło rozpoznawcze, znak przynależności do wspólnoty wierzących w czasach, gdy władza próbowała młodzież odciągnąć od Kościoła.
Dzisiaj nie grożą nam fizyczne represje, ale presja jest inna – społeczna. Mówi się, że jesteśmy zacofani, że te pozdrowienia są staroświeckie. Ale my wiemy, że są znakiem naszej wiary i tożsamości.
Rola pozdrowień w życiu naszej wspólnoty
W małych wiejskich wspólnotach tradycyjne katolickie pozdrowienia mają szczególne znaczenie. Wzmacniają wspólnotę i uświadamiają, że każda rozmowa między wiernymi może być spotkaniem w Chrystusie.
Wchodząc do czyjegoś domu lub na obejście, mówiąc „Szczęść Boże”, życzmy Bożego błogosławieństwa całemu gospodarstwu, rodzinie i pracy. Gospodarze odpowiadają zwykle tym samym pozdrowieniem lub „Bóg zapłać”.
Górnicy – „Szczęść Boże” jako ochrona i błogosławieństwo
Szczególną grupą, która do dzisiaj wiernie zachowuje tradycję pozdrowienia „Szczęść Boże”, są polscy górnicy. W środowisku górniczym to pozdrowienie ma głębsze znaczenie niż tylko grzeczność – to modlitwa o bezpieczny powrót z dołu.
Gdy górnik schodzi do kopalni, żegna się słowami „Szczęść Boże” i słyszy w odpowiedzi „Szczęść Boże”. To nie jest przypadek. Praca pod ziemią jest niebezpieczna – zagrożenie tąpnięciem, wybuchem metanu, zawaleniem. Górnicy wiedzą, że ich życie zależy od Bożej opieki. Dlatego każde zejście do kopalni i każde wyjście z niej jest opatrzone tym pozdrowieniem.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.
W śląskich kopalniach tradycja ta jest żywa od pokoleń. Dziadek przekazywał ją ojcu, ojciec synowi. „Szczęść Boże” to nie tylko zwrot grzecznościowy – to powierzenie siebie i swoich towarzyszy pracy Bogu. To przypomnienie, że nie człowiek, ale Bóg jest panem życia i śmierci.
W zakładach górniczych na Śląsku, w Zagłębiu Dąbrowskim, na Lubelszczyźnie, wszędzie gdzie Polacy wydobywają węgiel czy rudę, słychać to pozdrowienie. Nawet młodzi górnicy, którzy w innych sytuacjach mogą używać świeckiego „cześć” czy „hej”, w kopalni mówią „Szczęść Boże”. Bo wiedzą, że tam, w dole, liczy się coś więcej niż słowa – liczy się Boże błogosławieństwo.
Górnicy pokazują nam, że tam gdzie praca jest ciężka i niebezpieczna, gdzie człowiek styka się z własną kruchością, tam naturalnie wraca do Boga i do tradycyjnych pozdrowień. Może wszyscy powinniśmy pamiętać, że nasze życie jest równie kruche i równie zależne od Bożej opieki – czy to w kopalni, czy w polu, czy w domu.
Kiedy używać tradycyjnych pozdrowień?
Wejście do kościoła, zakrystii – mówimy „Szczęść Boże” lub „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, odpowiedź: „Szczęść Boże” lub „Na wieki wieków. Amen”
Spotkanie z kapłanem – mówimy „Szczęść Boże” lub „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, odpowiedź: „Szczęść Boże” lub „Na wieki wieków. Amen”
Wejście do domu lub na obejście – mówimy „Szczęść Boże”, odpowiedź: „Szczęść Boże” lub „Bóg zapłać”
Spotkanie parafian przy pracy – mówimy „Szczęść Boże” lub „Panie Boże dopomóż”, odpowiedź: „Bóg zapłać” lub „Daj Boże”
Spotkania parafialne, wspólnotowe – mówimy „Szczęść Boże”, odpowiedź: „Szczęść Boże”
Okres Wielkanocny – mówimy „Chrystus Zmartwychwstał”, odpowiedź: „Prawdziwie Zmartwychwstał”
Wychodzenie z domu – mówimy „Zostańcie z Bogiem”, odpowiedź: „Idźcie z Bogiem” lub „Boże prowadź”
A co z „Dzień dobry”?
Mówienie w kościele „dzień dobry” jest po prostu nie na miejscu. W kościele, w zakrystii, w rozmowie z kapłanem czy z wiernymi w kontekście parafialnym powinno się używać tradycyjnych katolickich pozdrowień.